Generacja XXXL Marcin Gadziński 12-07-2004, ostatnia aktualizacja 09-07-2004 15:28

Gdy kilka tygodni temu wyjeżdżałem do Ameryki, wszyscy, którzy mnie żegnali: koledzy z redakcji, znajomi, rodzina, mówili: - Teraz dopiero przytyjesz! Chcieli mnie zważyć i za trzy lata, po powrocie ze Stanów, porównać wynik. Było sporo śmiechu. Tu, w Ameryce, do śmiechu jednak nikomu nie jest. Rzeczywistość jest dużo, dużo... grubsza, niż nam się wydaje.

Według najnowszych danych dwie trzecie Amerykanów (65 procent) cierpi na nadwagę. Połowa z tych osób jest chorobliwie otyła. Wkrótce otyłość i jej następstwa prześcigną palenie papierosów jako główną przyczynę zgonów w USA. Rocznie w Ameryce umiera dziś bowiem już 300 tysięcy osób z przyczyn związanych w różny sposób z otyłością. Z przyczyn, które lekarze uznają za "możliwe do uniknięcia".

Najbardziej zatrważające prognozy dotyczą dzieci. Według niektórych danych 50 proc. dzieci z rodzin murzyńskich i latynoskich urodzonych w roku 2000 będzie cierpiało na jakąś formę cukrzycy.

- Dzisiejsze dzieci mogą być pierwszą generacją w historii, której przewidywana średnia długość życia będzie krótsza niż ich rodziców - twierdzi dr David Katz z Uniwersytetu Yale w specjalnym wydaniu magazynu "Time" poświęconemu otyłości.

Koszty medyczne związane z otyłością i jej skutkami też rosną lawinowo. Dziś wynoszą 117 miliardów dolarów rocznie. Naukowcy nie nazywają już otyłości w Ameryce inaczej niż "epidemia". Niemal poddali się już w walce o nakłonienie Amerykanów do schudnięcia. Teraz starają się, by ludzie chociaż przestali przybierać na wadze.

Większa lodówka Socjologowie już zastanawiają się, jakie konsekwencje może mieć amerykańska epidemia otyłości w perspektywie kilkunastu-kilkudziesięciu lat. Oprócz logicznych - przemysł spożywczy będzie zarabiać coraz więcej, publiczna służba zdrowia może zbankrutować, produkowane będą coraz większe samochody, lodówki, fotele - pojawiają się też spekulacje, jak "grubasy" wpłyną na politykę. Jedno jest pewne - z reformą służby zdrowia, której projekty przedstawiają wszyscy politycy, nie poradzi sobie nikt. Ale co jeszcze? Psychologowie twierdzą, że sfrustrowani własną wagą wyborcy będą bardziej nieprzewidywalni. Jednak najbardziej prawdopodobne jest to, że nie będzie im się w ogóle chciało pójść na wybory, po prostu zostaną w domu (a raczej przy stole).

Głupi żołądek Gdy jadę metrem do biura w Waszyngtonie, często widzę podwójne siedzenia szczelnie wypełniane przez jedną osobę. Natychmiast nerwowo zaczynam przypominać sobie, co jadłem na śniadanie i lunch i ile to mogło mieć kalorii. Czy było wystarczająco "light", wystarczająco "zerocukrowe"?

Przez dziesiątki lat otyłość była uznawana za problem indywidualny, z którym każdy sam powinien sobie radzić. Jednak gdy w ostatnich latach liczba osób z nadwagą skoczyła w Ameryce z 48 do 65 procent, a liczba dzieci z nadwagą potroiła się, coraz więcej naukowców, lekarzy, ekspertów i działaczy społecznych domaga się natychmiastowej interwencji rządu.

Jakie są trzy podstawowe przyczyny otyłości Amerykanów? Prof. Marion Nestle z New York University odpowiada na moje pytanie bez zastanowienia: - Kalorie, kalorie, kalorie.

Prof. Nestle jest jednym z najbardziej znanych w Ameryce naukowców, którzy walczą o to, by ich rodacy jedli mniej i zdrowiej (nazywani są kpiarsko "policją spożywczą"). Jednak w odróżnieniu od powszechnego poglądu, że każdy z nas sam jest odpowiedzialny za to, co je, Nestle domaga się interwencji władz.

- Indywidualna odpowiedzialność? Słyszeliśmy to też przez tyle lat od koncernów tytoniowych - mówi Nestle. - Może wreszcie się obudzimy i zobaczymy, iż powtarzanie haseł, że ludzie powinni się odchudzać, że powinni się więcej ruszać, jest nieskuteczne.

Przyczyny otyłości Amerykanów to nie żadna tajemnica - tania żywność zawierająca bardzo dużo kalorii, a mało zdrowych składników, dużo tłuszczu, soli i bardzo, bardzo dużo cukru.

25 procent spożywanych w Ameryce warzyw to frytki. Czego trzeba więcej? Poza tym siedzący tryb życia - za biurkiem w pracy, samochodem do domu i przed telewizor. Mało sportu, rzadkością jest nawet zwykły spacer.

Dużo większą skłonność do tycia mają ludzie biedni. To nie przypadek - stek z chudego mięsa kosztuje kilka razy drożej niż kilka hot dogów. - Żołądek to głupi organ, nie ma zielonego pojęcia o jakości. Zauważa tylko, czy jest pełny, czy nie - mówi Larry Brown, dyrektor Centrum Badań nad Głodem i Biedą w Massachusetts.

Słodki supermarket Jedna z alejek w supermarkecie Safeway pod Waszyngtonem. Tablica "Napoje". Pół godziny zajęło mi policzenie, że na półkach stoi 341 różnych napojów (tzw. soft drinks). Taką samą colę w puszce i butelce liczyłem osobno (bez rozróżniania opakowań było to ponad 80 napojów). A oprócz tego w sklepie są jeszcze oddzielne półki z sokami i napojami owocowymi czy napojami dla uprawiających sport.

Właśnie słodkie napoje - głównie gazowane - są uważane za jedną z głównych przyczyn amerykańskiej epidemii otyłości. Każdy zawiera ogromną ilość cukru. Amerykańskie dziecko 10-15 procent swojej dziennej dawki kalorii czerpie właśnie z gazowanych napojów. - Duża cola to 275 kalorii - mówi prof. Marion Nestle. - Żeby tyle spalić, trzeba prawie trzy mile marszu. Kto dziś tyle chodzi?

Dane pokazują, że tylko 17 procent dzieci w USA do szkoły chodzi piechotą. Amerykanie wszędzie jeżdżą samochodami, windami i ruchomymi schodami.

Lojalne dzieci Dwieście metrów od supermarketu, w którym liczyłem napoje, jest mały plac, na którym co wtorek rano kilku farmerów sprzedaje wyhodowane ekologicznymi metodami warzywa i owoce. Wśród nich Mike Tober, znany działacz wojujący z otyłością. Zabiega o usunięcie z lokalnych szkół automatów z napojami gazowanymi.

Tober opisuje sytuację w szkole, do której chodzi jego syn. - Pepsi zapłaciło szkole 100 tysięcy dolarów za wyłączność na sprzedaż swoich napojów. Wszędzie więc stoją automaty z puszkami, a reklamy umieszczane są podczas szkolnych meczów i na autokarach. Oni to nazywają "budowaniem lojalności wobec marki". Gdyby mogli, to wstawiliby te automaty do żłobka! - mówi z pogardą Tober.

- We wszystkich szkołach, do których zwracamy się o usunięcie automatów z colą, naszymi największymi przeciwnikami są dyrektorzy. Dochody od koncernów są kluczowe dla budżetu szkoły. To jest więc tylko i wyłącznie kwestia pieniędzy - dodaje Tober.

Stany Kalifornia i Teksas wydały już bezwzględne zakazy sprzedawania w szkołach podstawowych napojów gazowanych. Walkę z tymi napojami w szkołach rozpoczęły też Filadelfia, Chicago i Nowy Jork.

- Walka z otyłością jest skomplikowana i może trwać całe dekady. Jednak kilka rzeczy można by zrobić szybko - mówi prof. Marion Nestle.

Następnym krokiem, zdaniem "wojujących dietetyków", powinno być wykluczenie ze szkół "junk food" czyli najróżniejszych chipsów, paluszków, wafelków i batoników.

- Pierwsze przykłady pokazują, że jeśli w automacie zamiast chipsów i coli dzieci będą mogły kupić wodę, mleko, jabłko albo gruszkę, to przyzwyczają się do tego - twierdzi Mike Tober.

Kolejny etap to wprowadzenie zdrowych posiłków do szkolnych stołówek i wykluczenie potraw typu fast food. Wiele rad miejskich dyskutuje też o wprowadzeniu zakazu otwierania barów fast food w okolicach szkół, podobnie jak jest w przypadku sklepów alkoholowych. Działacze powołują się na raport w magazynie "Pediatrics", według którego amerykańskie dziecko je posiłek typu fast food przeciętnie raz na trzy dni. I tylko od tego zyskuje trzy dodatkowe kilogramy nadwagi rocznie.

- Potrzebny jest też zakaz marketingu sugerującego, że dany produkt jest zdrowy - mówi prof. Nestle. - Firmy obniżają porcję cukru w napoju czy tłuszczu w jogurcie o kilkanaście procent, choć nadal jest ona zabójcza, i wprowadzają na rynek tzw. wersję light.

Obrzydliwe zero kalorii Prof. Nestle ma rację. W amerykańskim sklepie spożywczym prawie wszystko jest "light", "bez cukru", "bez tłuszczu", "zero węglowodanów" (ostatnio najmodniejsze), "zero kalorii". Pozostałe towary to "same naturalne składniki", "zgodne z dietą dr. Atkinsa" albo innym akurat modnym sposobem na odchudzanie.

Sam od początku pobytu w Ameryce, chcąc dbać o wagę, kupowałem tylko lody "beztłuszczowe". Dopiero za którymś razem zorientowałem się, że lody te, choć rzeczywiście nie mają tłuszczu, zawierają tyle cukru, że w sumie mają więcej kalorii niż przeciętne lody.

Pamiętając o wypełniających po dwa siedzenia ludziach z metra, postanowiłem też udietetycznić moje ulubione truskawki ze śmietaną i cukrem. Wszystko było zdrowe, śmietana zero procent tłuszczu, słodzik zero kalorii. Tylko smakowało obrzydliwie.

Smukła Ameryka Duża księgarnia Barnes and Noble pod Waszyngtonem. Ponad sto książek o odchudzaniu, diecie, zdrowej żywności. Drugie tyle o zdrowym trybie życia, ćwiczeniach, fitnessie.

Jak to się więc dzieje, że rynek książek i magazynów o odchudzaniu jest tak szeroki, półki sklepów spożywczych pełne są towarów typu "light", w Ameryce jest masa wypełnionych ćwiczącymi klubów fitness, boisk, zatłoczonych ścieżek rowerowych i do joggingu, a jednocześnie wszyscy są tacy grubi? Zrozumiałem to, gdy poszedłem do klubu fitness. Większość ćwiczących wyglądała świetnie - wysportowani, bez nadwagi. To oni kupują niegazowaną wodę do picia i tzw. zdrową żywność. Kraj coraz wyraźniej dzieli się na dwie części - nie na republikanów i demokratów, lecz na Amerykę smukłą, zdrową, wysportowaną, pijącą wodę zamiast słodkiej coli oraz Amerykę tłustą, ociężałą i coraz częściej chorującą, czyli krainę smażonych frytek i syropu kukurydzianego używanego zamiast cukru.

- Ludzie pójdą raz na tydzień na spacer albo zaczynają używać słodzika zamiast cukru do kawy i już się pocieszają, że prowadzą zdrowy tryb życia - zauważa jeden z ekspertów. - A potem w pracy wypiją jedną colę i zagryzą pączkiem. To gorsze niż tydzień słodzenia kawy cukrem.

Wiem coś o tym. Po nieudanym eksperymencie z truskawkami i beztłuszczową śmietaną byłem tak rozzłoszczony, że następnym razem moja śmietana musiała być już tłusta, a cukier... naprawdę słodki.

Spożywcza polityka Dwa lata temu prof. Marion Nestle w książce "Food Politics" ("Polityka żywnościowa") opisała, dlaczego rząd nic nie robi w walce z epidemią otyłości. Napisała o potężnych wpływach lobby przemysłu rolniczego, spożywczego i restauracyjnego, o wpłatach na fundusze wyborcze Republikanów i Demokratów. Przypomniała też, jak inicjatywę rządowego instytutu, by Amerykanie jedli mniej mięsa, storpedowało stowarzyszenie hodowców bydła...

Prof. Nestle porównuje koncerny spożywcze do tytoniowych: - One używają tych samych metod walki. Stosują tę samą argumentację o indywidualnej odpowiedzialności ludzi - nikt im nie każe palić, nikt im nie każe tak dużo jeść. Zasypują też różne instytucje, tak jak kiedyś przemysł tytoniowy, pseudonaukowymi raportami, że ich produkty wcale nie są tak szkodliwe, że to coś innego powoduje, że ludzie są otyli i chorują. Na koniec - myślałam, że te metody mamy już za sobą - atakują swoich oponentów. Ja momentami czuję się jak w czasach polowania na komunistów w latach 50. Ale gdy ludzie wreszcie zrozumieją, że ta epidemia kosztuje 117 mld dolarów rocznie, że płacą za nią w podatkach, w wyższym ubezpieczeniu zdrowotnym, to zechcą, by rząd wreszcie coś zaczął robić - ma nadzieję prof. Nestle.

Dietetycy i naukowcy czekają już na ten moment z gotowymi pomysłami. Po pierwsze, należy zakazać reklamy produktów spożywczych skierowanej do dzieci (w tej chwili całodobowe kanały z kreskówkami pełne są reklam napojów i "junk food").

Po drugie, zakazać sprzedaży napojów gazowanych w szkołach.

Po trzecie, wprowadzić ostrzeżenia - podobne do tych z paczek papierosów - że dany produkt zawiera duże ilości cukru, tłuszczu i kalorii.

Po czwarte, wprowadzić obowiązek umieszczania składu i wartości kalo-rycznej każdej potrawy w menu w restauracjach.

Po piąte, opodatkować każdą puszkę czy butelkę niezdrowego napoju (np.

2 centy od puszki, dzięki czemu udałoby się zebrać 1,5 miliarda dolarów rocznie, które można by wydać na walkę z otyłością).

- W Ameryce tylko prawa ekonomii są skuteczne. Jak benzyna podrożała o kilkanaście procent, ludzie natychmiast przestali kupować żrące paliwo i szkodliwe dla środowiska samochody klasy SUV - zauważa Mike Tober.

Na koniec pytam prof. Nestle o najmniej dietetyczny produkt spożywczy, z jakim się spotkała: - Ktoś mi właśnie opowiadał o nowych ciasteczkach Oreo [w ostatnich latach przebojem zdobyły amerykański rynek - red.]. Każde ciasteczko składa się z dwóch herbatników smażonych w głębokim maśle, między którymi jest tłusty, słodki krem. Wszystko oblane podwójną czekoladą. Podobno przepyszne...

ℼⴭ琠硥⁴敢潬⁷敧敮慲整⁤祢猠牥敶⹲倠䕌十⁅䕒位䕖ⴠ㸭ℼⴭ䌠畯瑮牥匯慴楴瑳捩⁳慤慴挠汯敬瑣潩潣敤ⴠ㸭猼牣灩⁴慬杮慵敧∽慊慶捓楲瑰•牳㵣栢瑴㩰⼯⹬楹杭挮浯搯氯扩猯扭樯⽳潨瑳湩⽧灣樯彳潳牵散眯癨弲〰⸱獪㸢⼼捳楲瑰㰾捳楲瑰氠湡畧条㵥樢癡獡牣灩≴朾潥楶楳⡴㬩⼼捳楲瑰㰾潮捳楲瑰㰾浩⁧牳㵣栢瑴㩰⼯楶楳⹴敷桢獯楴杮礮桡潯挮浯瘯獩瑩朮晩甿ㅳ㌳ㄸ㔴㠶∷愠瑬∽敳獴慴獴•潢摲牥∽∰眠摩桴∽∱栠楥桧㵴ㄢ㸢⼼潮捳楲瑰ਾ