Romans z gnatem. Zanim zlozysz prosbe o pozwolenie na bron
Wojciech Staszewski 09-07-2003, ostatnia aktualizacja 09-07-2003 10:14
Do konca roku ma byc gotowy projekt rozporzadzenia ministra, które pozwoli na latwiejsze uzyskanie pozwolenia na bron - ale tylko na terenie wlasnego domu bez prawa noszenia jej na ulicy
Stoje przed lustrem i przejezdzam maszynka po glowie. Do golej skóry.
- Do mnie mówisz? Are you talking to me?
Rzucam sobie w twarz slawna kwestie Roberta De Niro z "Taksówkarza". Kiedy sie ogole na zero, zaloze przyciemnione lennonki i wyjde na ulice z ukrytym w kaburze pistoletem. Lennonki juz mam, pistolet bede mial wkrótce.
- Do mnie mówisz?
Takim tekstem zareaguje, jesli jeszcze raz agresywny typek przed pobliskim monopolowym zazada paru zlotych na piwo. Tak jak wczoraj.
Bede musial zmienic ubranie
Blisko 750 tys. Polaków ma pozwolenie na bron - to dane policji na koniec 2001 roku. Najwiecej ma bron gazowa - 236 tys., pneumatyczna - 148 tys. i mysliwska - 107 tys. Na czwartym miejscu jest bron krótka do tzw. ochrony osobistej - 25 tys. pozwolen. Czyli 25 tys. Polaków ma prawo nosic gnata przy pasku.
Najczesciej to biznesmeni prowadzacy firmy narazone na napady i wymuszenia (kantor, restauracja) albo obracajacy duza gotówka. Prokuratorzy, sedziowie albo byli policjanci. W trzeciej kolejnosci ochroniarze, którzy nosza bron sluzbowo.
A w czwartej kolejnosci bede ja, Wojtek Staszewski.
- Jak bedziesz chcial nosic bron, twoje zycie sie zmieni - tlumaczy Adam Piechnik, instruktor strzelectwa, który wprowadza mnie w rewolwerowy swiat. - Bedziesz musial sie inaczej ubierac.
- Dlaczego?
- Prawo zada, zeby bron nie byla widoczna. Logika tez wymaga, zeby napastnik zbyt wczesnie jej nie zobaczyl.
Rzeczywiscie, chociaz upal, ze piwo gotuje sie w kuflach, Adam na pólkoszulek nalozyl koszule. Tak dla fasonu. Bo nie ma broni przy sobie.
- Co jeszcze sie zmieni?
- Nie pójdziesz po pracy na piwo, bo albo gnat, albo alkohol. Musisz pojechac do domu, zostawic go w kasecie zamocowanej na stale do elementów konstrukcyjnych budynku, a kluczyk wziac ze soba, zeby nie mógl dostac sie w rece osób niepowolanych.
- Klopot!
- Bron to prawo obywatelskie, a nie przywilej.
- Lubisz bron?
- Lubie poczucie pewnosci siebie, jakie ona daje. Wiesz, ze mozesz sobie poradzic. Kiedy pracowalem w ochronie, zdarzalo mi sie bic ludzi, widywalem krew. Nie bilem nikogo dla satysfakcji, ale ból pobitego mnie nie hamowal, bo wiem, ze on chcial, zebym mnie bolalo. Chronilem siebie. Czasem nie poradzisz sobie bez przemocy.
Mój nowy kolega - Adam
Adam Piechnik od szkoly sredniej chcial zostac zolnierzem jednostek antyterrorystycznych. Trenowal karate, a po liceum poszedl do armii. Tam wyleczyl sie z fascynacji wojskiem. Zostal mezem zaufania w kompanii, bronil kolegów przed przelozonymi. Ale zdobyl cenna specjalnosc rusznikarza. Nauczyl sie rozkladac i skladac bron z zawiazanymi oczami.
Po wojsku byl bramkarzem w warszawskich klubach, potem ochroniarzem w powaznych instytucjach. Pracowal z bronia. Raz sie przydala: zagadal w knajpie do dziewczyny, az nagle pojawil sie jej chlopak i wyskoczyl do Adama z rekami. Adam odchylil kurtke i pokazal mu pistolet: - Ja cie nie zabije. Ale walne ci w kolano i bedziesz kuternoga, pierdolonym kaleka.
W 1997 roku policja zaczela cofac ochroniarzom pozwolenia na bron. Zmienila sie ustawa i ochroniarze dostaja teraz tylko bron obiektowa - moga ja miec wylacznie na sluzbie.
- To chore - uwaza Adam. - Nie masz z bronia kontaktu, bo po sluzbie musisz ja zdac. Nie potrafilbys jej sprawnie uzyc, gdyby byla potrzeba.
Zapisal sie do klubu strzeleckiego. Zostal instruktorem strzelectwa sportowego. - Ale strzelanie sportowe, cwiczenie celnosci mnie nie interesuje - mówi. - Sedno to blyskawiczne dobycie broni w zagrozeniu, czyli kiedy napastnik jest pare metrów od ciebie. A z paru metrów kazdy trafi.
Chodzi na strzelnice kilka razy w miesiacu, oddaje po kilkadziesiat strzalów. A po sluzbie w ochronie lotniska Okecie cwiczy przez pól godziny gimnastyke: dobycie broni, przeladowanie i strzal. - Ciagle sie ucze od lepszych ode mnie - mówi.
Bez broni na ulicy nie czuje sie bezpiecznie. Niedawno podeszlo do niego trzech i kazali mu zdjac skórzany plaszcz. Wyciagnal spod plaszcza skladana palke - i tym razem sie udalo. Ale wolalby miec wtedy gnata.
Nie, lewych sposobów sie boje
Skad wziac bron do ochrony osobistej? Sa cztery lewe sposoby i jeden legalny.
Pierwszy sposób: brat policjant, kolega rusznikarz. Zalatwia pozwolenie albo bron.
Drugi: lapówka. Podobno wystarcza 2 tys. dolarów, zeby zalatwic pozwolenie.
Trzeci, dla biznesmenów: zatrudniasz bylego BOR-owca jako ochroniarza albo kierowce. On juz ci zalatwi pistolet.
Czwarty: idziesz na Stadion albo inny bazar, pytasz o kabury. Na drugim-trzecim straganie handlarz ze Wschodu zaproponuje ci za kilkaset zlotych "caly komplet". Ale uwazaj! To bron gazowa przerabiana domowym sposobem na ostra. Nie mozna byc pewnym, ze nie zawiedzie. Jest jeszcze inne niebezpieczenstwo. Na bazarach zaopatruje sie w bron Pruszków, Wolomin. Skad bedziesz wiedzial, czy z pistoletu, który kupujesz, ktos kogos nie zastrzelil? I jak - w razie wpadki - przekonasz policje, ze to nie byles ty?
Jezeli cztery pierwsze sposoby ci nie odpowiadaja, zostaje piaty, uczciwy: zwracasz sie do wojewódzkiej komendy policji o pozwolenie na bron.
Piszesz, jak cie zaczepiali na osiedlu, troche koloryzujesz, dolaczasz opinie z zakladu pracy.
Pozwolenie mozna dostac od ukonczenia 21. roku zycia. Ale wiekszosc posiadaczy broni ma 30-50 lat. Nie dostana pozwolenia osoby, które dokonaly "przestepstwa przeciwko zdrowiu lub zyciu".
Pozwolenie sporo kosztuje, dlatego trzeba przedstawic policji zaswiadczenie z zakladu pracy o stalym zródle utrzymania albo wpis do ewidencji dzialalnosci gospodarczej z poswiadczeniem urzedu skarbowego o placeniu podatków. Za egzamin placi sie 500 zl, za poprawke 250 zl. Malo kto zdaje od razu. Obok praktycznego spraw-dzianu z obslugi broni jest test z przepisów dotyczacych broni i jej uzycia. Dziesiec pytan. Nie wolno zrobic ani jednego bledu.
Za "wydanie decyzji administracyjnej" placi sie 212 zl.
Dalej, okolo 400 zl kosztuja obowiazkowe badania lekarskie i psychologiczne. Psycholog bada "poziom rozwoju intelektualnego i cechy osobowosci, z uwzglednieniem funkcjonowania w trudnych sytuacjach, a takze poziom dojrzalosci spolecznej tej osoby". Lekarz ocenia stan zdrowia "ze szczególnym uwzglednieniem ukladu nerwowego, stanu psychicznego, stanu narzadu wzroku, sluchu i równowagi oraz sprawnosci narzadu ruchu". Tyle mówi rozporzadzenie ministra zdrowia (z 7 wrzesnia 2000 roku).
Wolalbym wczesniej wiedziec, co to znaczy. - To tajemnica lekarska - wyjasnia mi doktor Anna Bielakowska ze szpitala MSWiA przy ul. Woloskiej w Warszawie.
Chyba sie nadaje!
Sam sobie sprawdze, czy nadaje sie do strzelania. W Warszawie wszyscy jezdza na strzelnice do ceglanej Hali Gwardii, w centrum miasta. Wchodzi sie bocznym wejsciem, po schodkach na dól, a tam w poczekalni czekaja policjanci, którzy przyszli na cwiczenia. Duszna piwnica wylozona opakowaniami od jaj pachnie filmami gangsterskimi.
My z Adamem jedziemy jednak na obrzeza miasta: mijamy Akademie Wychowania Fizycznego, cmentarz wloski, Lasek Bielanski. 30 lat mieszkalem w tej okolicy, a nie wiedzialem, ze za plotem jest strzelnica sportowa. Tu mozemy pocwiczyc bez zezwolenia na bron. Adam, instruktor, bierze mnie na swoja odpowiedzialnosc.
Wieje cieply wietrzyk, spiewaja ptaki, a my stoimy przed tarcza z wypozyczonym glockiem kaliber 9 mm. W pozycji izraelskiej.
- Dobycie broni, przeladowanie, odstraszajacy trzask zamka i postawa frontalna. Nogi lekko ugiete, rece przed soba - instruuje mnie Adam. - Tak strzelaja sluzby izraelskie.
Inna jest technika amerykanska, bo w Stanach mozna nosic bron naladowana. Nie trzeba tracic ulamka sekundy na przeladowanie, mierzy sie w tzw. pozycji pólfrontalnej, druga reke przykladajac do broni tylko dla poprawienia celnosci.
- 90 proc. sluzb wzoruje sie na Izraelu. Bo Zydzi to nie teoretycy, tylko praktycy. Caly czas sie tluka z Arabami - wyjasnia Adam.
Tluczemy do tarczy na zmiane. Chyba sie nadaje! W najlepszym strzale trafiam w ósemke, a przeciez dopiero zaczynam. Adam nie jest lepszy, a strzela od lat. Ale sie nie stresuje. - Mnie nie interesuje strzelanie sportowe - powtarza. - Stac z wyciagnieta reka i dlugo mierzyc, zeby wpakowac pocisk w punkt? Z kolegami smiejemy sie, ze to "general w natarciu". Ja trenuje strzelanie praktyczne, bojowe.
Robimy dziesiec kroków do przodu, do tarczy mamy mniej niz dziesiec metrów. Adam: - To jest dystans, z którego napastnik mi fizycznie zagraza. Przy takiej odleglosci prokurator nie moze powiedziec, ze przekroczylem granice obrony koniecznej.
Pan Robert potwierdza - gnat moze sie przydac
Moze ja jednak przesadzam. Moze móglbym sie obejsc bez gnata. Zwlaszcza ze pewnie go nie dostane. Co by mi doradzil pan Robert, znajomy znajomych? On swoje wie.
Przyjezdza na spotkanie samochodem wielkim jak transporter opancerzony. Dobra terenowa bryka, po której latwo poznac biznesmena.
Zawsze ma dobre samochody. Niedawno jezdzil eleganckim mercedesem, cos zalatwial na miescie, wrócil do auta i nagle podbieglo trzech dwudziestolatków: - Dawaj kluczyki!
Pan Robert siegnal za pasek i z wewnetrznej kabury wyciagnal pistolet, podniósl do góry, przeladowal. Nie musial nawet mierzyc.
- Zatrzymalo ich w polowie ruchu, jak na filmach rysunkowych - opowiada. - Uciekli.
Bronia pasjonowal sie od dziecka. Na podwórkach warszawskiego Targówka ostrzeliwal sie z kolegami karabinami wycietymi z drewna, które na górze mialy naciagnieta gume i dzialaly jak proca. Jako nastolatek na Bazarze Rózyckiego kupil nielegalnie pistolet-wiatrówke. Po studiach zapisal sie do klubu strzeleckiego, zaczal trenowac.
Teraz podpowiada mi dobry sposób: wystapic o pozwolenie na bron sportowa. Wtedy komendant nie orzeka o zasadnosci posiadania broni, potwierdza to klub strzelecki.
Pan Robert jezdzi na strzelnice codziennie, postrzelac pól godziny.
- To bardzo odprezajace - tlumaczy. - Na piec zlozen oddaje jeden wystrzal. A cztery razy to tylko zlozenie na sucho, cwiczenie koncentracji i reki. Niektórzy, trzymajac bron, czuja atawistyczna przyjemnosc. Nawet nie musza strzelac: wystarczy wziac ja do reki, przetrzec szmata.
W polowie lat 90. pan Robert obracal juz duza gotówka i postanowil sie uzbroic. Uznal, ze nie ma szans na bron do ochrony osobistej, wystapil wiec o zezwolenie na bron sportowa. Ale po to, zeby ja nosic i w razie czego jej uzyc.
Od szesciu lat zawsze ma za paskiem stylowy pistolet Sig Sauer kaliber 9 mm z drewnianymi okladzinami na chwycie zwanym nieprofesjonalnie raczka. - To mi nie podnosi poziomu adrenaliny, jestem przyzwyczajony. Ale zdaje sobie sprawe, jak bron dziala na napastnika. Nie trzeba nawet strzelac w nogi, wystarczy obok. Sila uderzeniowa pocisku, sam dzwiek sa porazajace - opowiada.
- Czy wtedy na ulicy strzelilby pan do tych chlopaków?
- Chcialem ich przestraszyc. Osiagnalem to.
- Potrafilby pan strzelic do czlowieka?
- Dla samochodu bym nie zabil. Jutro moge sobie kupic drugi. Ale w obronie zony albo dzieci - bez skrupulów.
Chyba sie nie nadaje!
Skoro mam sie zapisywac do klubu strzeleckiego, wypadaloby pocwiczyc. Znów jedziemy z Adamem na strzelnice na Marymoncie, pobieramy pistolety, magazynki, amunicje. Smielej juz chwytam glocka kaliber 9 mm, zagladam mu w lufe. W srodku wyglada, jakby ktos chcial ja wyzac i spiralnie wykrecil.
- To przekrój poligonalny - wyjasnia Adam.
Zwykla lufa jest w srodku gwintowana jak nakretka. Nadaje to pociskowi rotacje, przez co leci on dalej i nie zbacza z kursu. (No, chyba ze mówimy o wiatrówkach z gladka lufa. Ale jak chce sie byc Robertem De Niro, to nawet sie o tym nie mysli). Przekrój poligonalny zapewnia lepsze tzw. parametry balistyczne, a jest "mniej inwazyjny" wobec pocisku.
- Fajny rewolwer - popisuje sie, wazac go w reku.
- To nie rewolwer, tylko pistolet - strofuje mnie Adam.
Rewolwer to bron znana z westernów. Ma beben, do którego wsuwa sie piec-siedem naboi. Po wystrzeleniu pocisków trzeba wycisnac luski specjalnym podajnikiem i wlozyc nowe naboje. Dlatego kowboje na filmach tak nerwowo laduja bron schowani za weglem.
Pistolet zas ma wymienny magazynek. Kazdy, kto nosi bron, ma zaladowany zapasowy magazynek. Jezeli skoncza sie naboje w pierwszym, wymienia sie go na drugi. Trzeba wypiac zatrzask, wyrzucic pusty magazynek, druga reka wbic w rekojesc magazynek zapasowy. W glocku spowoduje to samoczynne zwolnienie zamka i gotowe.
- O, tak - pokazuje mi Adam.
- Jak? - pytam, bo nawet nie zauwazylem, kiedy mój instruktor wyrzucil pierwszy magazynek i wsunal drugi.
Przez pól godziny cwicze przeladowywanie i trzymanie broni. Zwykle ludzie chwytaja pistolet jak topór, a wtedy odskakujacy zamek obciera im kostke lewego kciuka. Wreszcie staje naprzeciw tarczy w pozycji izraelskiej. Tym razem bedziemy strzelac do "francuza" - tak sie mówi na tarcze w ksztalcie ludzkiej sylwetki.
- Ta czarna strefa w korpusie jest smiertelna w stu procentach, a ten jasniejszy obrys nie gwarantuje wyeliminowania przeciwnika - instruuje Adam.
Mierze w sam srodek czarnej strefy. I... trzask.
- O, zaciela ci sie bron - mówi Adam. - Ale dlaczego?
Okazuje sie, ze ladujac magazynek, zdolalem naboje wcisnac odwrotnie - pociskiem w swoja strone.
Komendant mnie ostrzega
Teraz czuje sie, jak Robert De Niro w "Depresji gangstera". Nie chce w kólko chodzic na strzelnice, stresuje mnie to, a nie odpreza. Chce dostac normalne pozwolenie na bron bojowa.
Jak oceni moje szanse znajomy policjant? Koledzy z "Gazety Stolecznej" wysylaja mnie do komendanta powiatowego policji w Piasecznie Krzysztofa Osypiuka.
Komendant oprócz broni sluzbowej ma tez wlasny pistolet P 83 kaliber 9 mm z pozwoleniem.
- Jako policjant nie bede sie przeciez z procy bronil. Poza tym to trening i pasja - mówi. I z miejsca mnie usadza: - Jestem przeciwny temu, zeby cywile posiadali bron.
Zeszlego roku w cieply wiosenny wieczór policyjny radiowóz patrolowal ulice Piaseczna, gdy z krzaków wyskoczyla grupka 17-latków, jeden przymierzyl z broni do samochodu.
- Na szczescie trafili na policjanta z 20-letnim stazem, który spokojnie przeladowal pistolet. Wtedy sie okazalo, ze tamci maja atrape i to tylko glupi zart. Gdyby na miejscu tego policjanta byl uzbrojony cywil, to wpadlby w panike i zaczal strzelac - uwaza komendant Osypiuk.
- A moze jednak dac ludziom bron do ochrony w domu?
- To beda jak Kargul z Pawlakiem przez plot sie strzelac. Musi byc pare wypadków, zeby ludzie zrozumieli, ze nie tedy droga.
- A któredy?
- Trzeba skonczyc z niemym przyzwoleniem na lobuzerstwo.
Komendant Osypiuk kilka razy musial uzyc broni. Raz juz po sluzbie rozdzielal dwóch ludzi walczacych na noze. Wystarczyly dwa strzaly w powietrze.
Drugi raz gonil zlodzieja - sluzbowo.
- Przymierzylem w nogi. Jak upadl, pomyslalem tylko: miekkie czy twarde?
- Nie rozumiem.
- Udo czy lydka? Bo w udzie jest jedna kosc, a w lydce dwie. Wiec w lydce jest wieksze prawdopodobienstwo trafienia w kosc. A wtedy on zostalby kaleka do konca zycia. Na szczescie trafilem w piete. Ale co by bylo, gdyby on sie wtedy potknal i kula poszlaby w glowe? To moja sluzba, ale nie chcialbym, zeby cywile mieli takie dylematy.
A cywil swoje
Adam Piechnik nie zgadza sie z komendantem w kwestii nóg.
- Strzelac w nogi? To nieporozumienie. Spójrz na tego faceta - pokazuje mi mezczyzne idacego ulica. Rzeczywiscie, chociaz idzie normalnie, to nózki kreca mu sie jak Misiowi Yogi.
- Bron ma chronic ciebie, a nie napastnika. A w nogi bardzo trudno trafic. Jak nie trafisz, to facet za pól sekundy bedzie przy tobie. Takie zalecenia biora sie z myslenia wojskowego, kiedy dwa fronty stoja okopane naprzeciwko siebie i maja duzo czasu, zeby spokojnie przymierzyc. W miescie, jesli ktos cie zaatakuje, to momentalnie znajdziesz sie w bezposrednim zagrozeniu fizycznym.
- To w co strzelac? W glowe?
- Nie, to brawura, bo to nieduza powierzchnia. Nalezy strzelac w korpus, to gwarantuje skuteczne wyeliminowanie napastnika.
Zniechecam sie do gazu
Piaseczno, gdzie pracuje komendant Osypiuk, to Polska w miniaturze. W centrum stare jednopietrowe domki, na obrzezach blokowisko, dookola sielska wies.
W powiecie piaseczynskim pozwolenie na bron palna ma 1117 osób. Z tego 124 na bron bojowa - te, o której mysle od poczatku. 150 na sportowa - te, o której mysl juz zarzucilem. 184 na mysliwska - te, o której w ogóle nie myslalem. A najwiecej - az 659 - na bron gazowa. Moze wiec zdobyc takie pozwolenie?
Rodzina Szymczaków spod Piaseczna miala pistolet gazowy przez blisko dziesiec lat. Kiedy znajomi byli ciekawi, jak to dziala, Slawek Szymczak, przedsiebiorca, strzelal z tarasu do drzew w ogródku. Chmura gazu omiatala liscie.
- Dostalem pozwolenie na bron gazowa jeszcze w latach 80. - opowiada na tarasie. - Mialem firme budowlana, 30 osób, przywozilem im wyplate. A gdyby ktos za mna wyszedl z banku? Kupilem duzego browninga, zeby bylo widac, bo chcialem, zeby to bylo na postrach. Ale sprzedawca mi wytlumaczyl, ze nie ma co straszyc - jak sie wyjmie, to trzeba strzelac do skutku. Bo nawet, gdybym strzelal z kapiszonów, to przestepca wyjmie swoja bron i bedzie walil do mnie miedzy oczy. Na szczescie nigdy nie musialem uzywac tego pistoletu.
Danuta, zona Slawka, opowiada: - Jak Slawek wyjezdzal, zostawalam z tym pistoletem sama. Balam sie go. Raz obudzilam sie i slysze glosy. Pomyslalam, ze ktos wszedl do domu. Pistolet lezal pod poduszka. Wzielam go, stanelam za drzwiami i cala sie trzeslam jak galareta. Rece mi chodzily jak przy parkinsonie. Zdziwilam sie tylko, ze pies lezy spokojnie przy lózku. I ze te glosy z pokoju mówia po angielsku. A to sie wlaczyl telewizor (bo po awarii pradu on sie sam wlaczal) i akurat angielski film byl.
Slawek Szymczak: - Jakies cztery lata temu cofneli mi pozwolenie i kazali oddac pistolet na policje. I tak go juz mialem dosyc.
Nie bede strzelal do kundli
W warszawskim sklepie z bronia w Hali Gwardii jest tylko jeden gazowy rewolwer (kosztuje 340 zl). - To ostatni. Nikt juz tego nie kupuje - wyjasnia mi sprzedawca. - Tak samo trzeba zdobyc pozwolenie, a kazdy woli prawdziwa bron.
Prawdziwa bron pyszni sie w szklanych gablotach. Malutka beretta 21 kaliber 5,6 mm, niklowana, wprost do damskiej torebki (za 2590 zl). Wielki smith & wesson kaliber 5,6 mm z prostokatna lufa i potezna rekojescia za 2150 zl. Albo sig sauer P 229 SL parabellum kaliber 9 mm, masywny i poreczny zarazem, za 4050 zl.
- A jezeli nie ma pan pozwolenia, to moze pan kupic lekka wiatrówke - sprzedawca pokazuje sasiednia gablote. Leza tam: gigantyczna giwera za 800 zl (beretta 92 FS, kaliber 4,5 mm), rewolwer z kurkiem jak z westernu (smith & wesson 686 kaliber 4,5 mm) albo czarny pistolet jak z komiksów z kapitanem Klossem (walther CP-88 kaliber 4,5 mm). Tylko znawca broni odrózni pistolet pneumatyczny (wiatrówke) od palnego (ostrej broni).
W rozumieniu ustawy te wiatrówki to nie bron, tylko zwykle urzadzenie (jak sokowirówka albo telefon). Bo "energia kinetyczna pocisku opuszczajacego lufe lub element ja zastepujacy nie przekracza 17 J".
Ale te lekkie wiatrówki to utrapienie policji. Moga uszkodzic galke oczna, a nawet serce. A jesli zamiast srutu olowianego uzyje sie stalowego, przebija blache albo kosc. Slyszalem, ze naukowcy z Uniwersytetu im. Mikolaja Kopernika przeprowadzili taki eksperyment.
Razem ze mna oglada bron Janek Dobrzynski (nazwisko zmienione) spod Warszawy, mlody biznesmen. Nie ma pistoletu, ale ma wiatrówke.
- Kupiles ja z pozwoleniem?
- Nie, dostalem od kogos.
- Jaka jest energia pocisku opuszczajacego lufe? Ile dzuli?
- Dobrze kopie.
- Nie boisz sie, ze spyta o to policja?
- Trzymam ja w domu.
- Po co ci to?
- Dwie suki mialem. Kundle byly nachalne, to je pedzilem.
Nie po to mysle o broni, zeby strzelac do kundli. Nawet sprzedawca ze sklepu w Hali zniecheca mnie do wiatrówek: - Jezeli napastnik bedzie uzbrojony, z wiatrówka nie ma pan szans.
Moze przerzuce sie na karate
Nie chce zdobywac broni na lewo, nie chce gazowej, nie chce pneumatycznej. Na biurku Grzegorza Burzyckiego z Komendy Stolecznej Policji klade podanie: "Zwracam sie z prosba o wydanie zezwolenia na bron do celów ochrony osobistej. Jestem czlowiekiem skromnej postury, nie jestem w stanie odstraszyc wygladem potencjalnych napastników. Posiadanie broni palnej pozwalaloby mi sie pewniej poruszac po blokowiskach Ursynowa".
- To za malo - podinspektor Burzycki lustruje mnie wzrokiem. - Nie udokumentowal pan faktycznego zagrozenia, tylko je pan przewiduje. W dodatku pana ocena jest subiektywna: mistrz swiata w karate tez nie jest postury Goloty, a nie musi miec broni. A moze pan jest mistrzem karate?
- Niestety, nie.
- Co innego, gdyby byl pan wlascicielem kantoru, który obraca duza gotówka i zostal juz kiedys napadniety.
- A gdybym napisal w podaniu, ze i mnie ktos napadl?
- Musialby pan to udokumentowac - odpowiada Grzegorz Burzycki. - Bo jezeli nawet cala banda chciala od pana wymusic pieniadze, a pan tego nie zglosil na policje, to znaczy, ze pan sie nie czuje zagrozony.
Czyli prawdziwa jest historia, która slyszalem, o chlopaku, który tak bardzo chcial miec bron, ze poprosil kumpli, zeby go skopali, po czym z obdukcja w reku zglosil policji pobicie (przez nieznanych sprawców). Ja takiej determinacji nie mam.
Wiec na razie z pozwolenia nici. Moge sie naturalnie odwolac do Najwyzszego Sadu Administracyjnego. Ale sad na ogól przyznaje racje policji. 27 stycznia 2000 roku obywatelowi, który uzasadnial chec posiadania broni "stopniem zamoznosci, próba wymuszenia haraczu i sasiedztwem miejscowosci cieszacej sie zla slawa", NSA odpowiedzial, ze "gdyby uznac te argumentacje, to trzeba by wydac zezwolenie wielu tysiacom ludzi, a to byloby sprzeczne z duchem ustawy". A 2 czerwca 2000 roku biznesmenowi, który napisal, ze "odprowadza 200 tys. zl podatku, ma wiec chyba prawo do skorzystania z prawa do posiadania broni", sad odpowiedzial, ze "w Polsce dziala ponad 2 mln podmiotów gospodarczych, które odprowadzaja podatki".
Tak konczy sie mój krótki romans z bronia. Moze zostac mistrzem karate? Na razie staje przed lustrem i próbuje nasladowac Bruce'a Lee.
--------------------------------------------------------------------------------