dziennik.com - wiecej niz wiadomosci

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[felieton Janka]

PRZEMIANA W PRAWDZIWEGO MEZCZYZNE

Trzeba wstawac! Odkrylem koldre i zmartwialem: zamiast schowanego miedzy wystajacymi zebrami brzuszka, wybrzuszal sie brzuch spasly, sflaczaly balon. Beer belly. Czyzbym snil? Siegnalem do lydki, aby sie uszczypnac: zamiast chudej lydeczki intelektualisty dotknalem przerosnietej, owlosionej bulwy. Zerwalem sie w panice i pobieglem do lazienki. W lustrze usmiechala sie, pod sumiastym wasem, nalana morda zadowolonego z siebie, wypasionego chama. Co dziwne, wcale sie tym nie przejalem ­ takze tym, ze pod oczami mialem worki po wczorajszym pijanstwie w restauracji Mlawianka. A co sie bede, kurwa, byle czym przejmowal. W koncu ma sie jedno krotkie zycie! Drapiac sie po brzuchu, przeszedlem ­ w slipach ­ do kuchni, gdzie wypilem butelke kefiru. Beknalem. Jak zawsze po kefirze. Wzialem szybko prysznic, zaladowalem komore i wsiadlem do mojego merca. (Od lat juz nie jezdzilem subwayem). Zaparkowalem w garazu pod redakcja ­ co tam, wlicze to sobie w koszta.

W recepcji przywitala mnie Magda. ­ Dzien dobry, panie prezesie! Oj, cos widze, ze pan prezes dzisiaj zmeczony... ­ zachichotala z uznaniem. ­ No, popiwszy wczoraj ­ przyznalem. ­ Co tam, Magda, robisz dzisiaj wieczorem? Ciagle z tym chlopczykiem sie spotykasz? Prawdziwego faceta ci potrzeba, takiego jak ja! ­ No wiesz co, Janek... chcialam powiedziec, panie prezesie! ­ udala obrazona, ale tylko udala. W jej oczach widac bylo pokore ulegajacej czarowi wladzy samicy.

Zadowolony z siebie, poszedlem do swojego gabinetu. Jakies listy... od razu wypierdolilem do kosza. Ze sluzbowej komorki wykrecilem numer Stefana. ­ Sluchaj, Stefan, kila ci wyszla, a nie festyn polonijny, ale wiesz, wcale nie musze o tym pisac... rozumiem, z kim musiales pracowac... chciales dobrze... pewnie, ze sie dogadamy. Co powiesz na dzisiaj wieczor w barze Mordy? O, sorry, nie moge, umowilem sie z ta dupa z recepcji, Magda... albo wiesz co, przemowie ja na inny dzien. Od razu bedzie jej bardziej na mnie zalezalo... tak, niezla jest... wiesz, osiemnastu lat nie ma, ale cyc i dupa w porzadku. Tak, ma jakiegos gacha, ale to cienki bolek, student czy artysta, rozumiesz... jak jej obiad na Manhattanie postawie i rajstopy kupie, to mnie od razu kocha... no to dzisiaj o osmej.

Powiedzialem Magdzie, ze mam wazne spotkanie i musze ja przesunac na inny dzien. Spojrzala ze smutkiem, ale i z podziwem zarazem. Wyszedlem na lunch z Marianem, dyrektorem stacji radiowej. Zamowilem steka ­ co tam cholesterol, pierdole cholesterol. Jutro bede mial Magde, a za tydzien inna laske. W razie czego, viagra w kieszeni. Wszystko jedno, czy umre zdrowy, czy chory. Ale biedny to na pewno nie! Ze Stefanem tak sie dogadam, ze na maselko starczy. A jak mi sie noga powinie, to... bo ja wiem... najwyzej zostane prezesem organizacji Pomoc Polonii albo Konsulem Rolnym, albo poprowadze amerykanska filie telewizji Jezus Maryja. Juz to sobie w Warszawie u kumpli zalatwie. Kto to zreszta sprawdzi, skad mam szmal i co w zyciu robilem. Te czeresniaki, ta Polonia... oni wlasnego cienia sie boja! W razie czego zadzwonie do Michala (ktory udaje, ze jest adwokatem imigracyjnym), zeby im zagrozil deportacja.

­ Wiec Stefan, sprawa jest, mozemy zrobic deal. Ja bede zamieszczal write-upy o stacji, zrobie ci niezla reklame. Co, chodzi ci o tekscik tej gowniary, tej niby po dziennikarstwie? Ze pisze, skad szmal na stacje wziales... ach, te wszystkie brudy. Nie boj sie, ja ta Iwone przymkne. Silaczka jedna, swiat bedzie zbawiac. I tylko Polonie skloci, a powinnismy sie wreszcie zaczac wszyscy popierac, jak inne nacje. To wszystko nie jest przeciez takie proste. W kazdym biznesie trzeba troche pokombinowac, bo inaczej z torbami by sie poszlo, no nie?. Jeden troszke niedowazy kotleciki dla emerytow, drugi zalozy fundacje... trzeba zyc. Naiwna gowniara, niby nie rozumie... widac ze potrzebowalska. Po prostu przelec ja, Andrzej, ona tylko struga taka niewinna. Wez ja ta swoja beemwica, ja wiem, do Lake George, do pensjonatu Wieska. Potem ognisko, kielbaska, zimna finlandia w pokoju, nastroj... co cie bede zreszta uczyl.

Andrzej usmiechnal sie implantami (zrobionymi ze znizka dla mediow w zaprzyjaznionej klinice) i dlugopisem-reklamowka z nadrukiem POLAIR zanotowal w notesie-reklamowce Panslowianskiej Kasy Pozyczkowej telefon stazystki Iwonki.

Zamowilismy druga wode ­ i tak odliczymy z podatkow. ­ A tak w ogole, to co u ciebie? ­ spytal Andrzej ­ Ciagle z ta sama? Znaczy wiem, zone masz ta sama ­ zarechotal ­ ale wiesz, ta ostatnia dupe, ta ruda, mam na mysli. Usmiechnalem sie znaczaco. Co mu bede prawde mowil, niech zazdrosci. ­ A ty, Andrzej, podobno w Polsce zdrowo kosiles? Wiadomo, dyrektor radia z Ameryki, kazda ma mokre majtki. Teraz on sie usmiechnal wymownie.

Po lunchu wpadlem jeszcze do redakcji i porobilem troche zaaferowanych min. ­ Krystyna, nie ma mnie dla nikogo! ­ zakomenderowalem sekretarce. Napisalem powazny i chwalacy wszelkie wladze komentarz na temat roli Polonii w strukturach polskich, amerykanskich i swiatowych. Spieszylem sie. Wieczorem mialem spotkanie w Instytucie Pamieci Miedzynarodowej, polaczone z msza, aukcja obrazow i poczestunkiem.

Dobrze, ze od rana bylem w garniturze.

Nastepnego dnia rano z drzeniem w sercu odkrylem koldre. Ponad neurozy i moralne niepokoje wznosil sie ten sam, tlusty brzuch.

Odetchnalem z ulga. Wiedzialem, ze od tej pory bede w zyciu szczesliwy.

Jan Latus


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail

--- dziennik.com --- Fri Jun 20 19:44:05 2003 ---